Od redakcji 7-8/2017

Szanowni Państwo,Okladka
Od nowego roku czasopismo „Elektroinstalator” będzie miało nowego wydawcę. Opiekuńcze skrzydła nad tym najstarszym w branży elektroinstalacyjnej tytułem roztoczyło Wydawnictwo SIGMA-NOT.

Więcej…

Co z tą fotowoltaiką? Rozmowa z Robertem Słotwińskim, szefem sprzedaży działu techniki solarnej w firmie Schueco International Polska

– W Niemczech firma Schueco jest doskonale znana z systemów fotowoltaicznych. W Polsce z ich ofertą jest od niedawna.

– Dział solarny Schueco funkcjonuje w Polsce od 7 lat. Fotowoltaikę dołączyliśmy do oferty bodajże półtora roku temu. Przyznam, że w pewnym momencie trochę się uparłem, że warto ją w Polsce pokazywać i na skutek tego wyrośliśmy na pierwszego profesjonalnego dostawcę systemów fotowoltaicznych.

 

2013-09-90-1

Siedziba Schueco w Siestrzeni k. Warszawy

 

– Nie wszyscy wierzyli, że Polska to dobry rynek?

– Tak. I nie ma co się dziwić, bo trudno się angażować w pewne rzeczy, gdy nie ma i szybko nie będzie na nie odpowiedniego popytu. Dziś można zauważyć, że większość firm zagranicznych nie chce się angażować z fotowoltaiką na polskim rynku, bo wiąże się to z kosztami. My mieliśmy już zbudowaną strukturę organizacyjną i te koszty mogliśmy powiązać z innymi. Dlatego też zdecydowaliśmy się promować fotowoltaikę i przyniosło to całkiem przyzwoite efekty. Trudno mówić o ogromnej sprzedaży, ale jest ona na tyle duża, że możemy się utrzymać na fali tej branży w Polsce, przy czym od trzech miesięcy obserwujemy jej znaczący wzrost.

 

– A ubiegły rok?

– Przyniósł przede wszystkim lawinę zapytań. Fotowoltaika to temat bardzo nośny, szczególnie od marca zeszłego roku, gdy wszyscy zaczęli liczyć na wejście w życie ustawy o OZE z dniem 1 stycznia 2013 r. Potem ten termin był przesuwany i teraz wiemy, że będzie to prawdopodobnie 1 stycznia 2014 r. Nie ukrywam, że zaczął maleć entuzjazm, jednak od marca zeszłego roku głównie ofertujemy fotowoltaikę.

 

– Kto przede wszystkim kieruje te zapytania?

– W większości osoby indywidualne. Pierwsza grupa to ci, którzy coś słyszeli o fotowoltaice i chcieliby mieć taką instalację u siebie w domu, natomiast druga grupa, znacznie większa, to ci, którzy chcieliby stworzyć z fotowoltaiki sposób na swój biznes, pytają więc o duże instalacje i produkowanie energii na większą skalę. Ponad 90% z nich nie zdaje sobie jednak sprawy z kosztów takich instalacji i zwykle tych pieniędzy nie ma. Było np. zapytanie od ucznia szkoły zawodowej, którego babcia ma 2 ha i zastanawia się, czy na nim nie wykonać sporej instalacji. Proszę pamiętać, że 2 ha to 1 MW i koszt około 6 mln zł. Aby takie pomysły realizować, trzeba mieć partnera z odpowiednimi możliwościami finansowymi.

Stosunkowo mało osób pyta o instalacje do domu jednorodzinnego. Zapewne dlatego, że właściciele takich domów nie czują jeszcze opłacalności inwestycji, jej potrzeby, choć to się zmienia. Teraz mamy coraz więcej takich małych przypadków.

 

– Wśród zainteresowanych byli deweloperzy?

– Właściwie zapytań od nich nie było. Może jedno, dwa. Według mnie instalacje fotowoltaiczne nie są produktem dla deweloperów budujących małe domy, bo oni nie będą ich wyposażać w standardzie w taką instalację. Mogą ją tylko proponować jako opcję dodatkową. Mówię tu o typowych deweloperach.

 

– Może nie ma odpowiednich instrumentów, które by ich skłaniały do budowania w wysokim standardzie energetycznym?

– Jest na naszym rynku sporo firm, które chcą się specjalizować w budowie domów energooszczędnych i pasywnych. Z założenia proponują klientom m.in. rozwiązania fotowoltaiczne. Na rozwój tego sektora trzeba jednak chwilę poczekać. Generalnie sytuacja jest taka, że deweloperzy wciąż muszą sprzedawać za najniższą możliwą cenę. Domy (jednorodzinne), które kosztują powyżej 500 tys. zł są nie do sprzedania. Podnoszenie kosztów inwestycji spowoduje tylko, że będzie ona mniej opłacalna. Zresztą teraz nikt z deweloperów nie zdecyduje się na rozmowy o inwestowaniu w fotowoltaikę, bo poślizgi legislacyjne dotyczące ustawy o OZE powodują, że entuzjazm opada. Tak już jest w biznesie, że potencjalnych inwestorów można trzymać w napięciu tylko przez pewien czas. Znamienna w tym przypadku jest sytuacja na targach Green Power: w zeszłym roku duża część wystawców to były firmy niemieckie, a w tym roku już ich nie było. Były chińskie. Sądzę, że koledzy z Niemiec doszli do wniosku, że jeśli mają inwestować przez następny rok, nie znając efektu, to lepiej zaczekać na rozwój sytuacji.

 

– Czyli bezwładność polskiego prawa sprawia, że kurczy się rynek inwestycji?

– Powiem szczerze: to jest mało powiedziane „bezwładność”. Przeciętny człowiek, który nie przygląda się pracom legislacyjnym, nie zdaje sobie sprawy, o co naprawdę chodzi. Ja byłem pełen entuzjazmu, ale słuchając ludzi odpowiedzialnych za ustawę o OZE zrozumiałem, że nie chodzi o jej napisanie, ale o to, aby ją pisać. Z różnych względów. Ktoś, kto pisze, ma pracę, a jak napisze, przestanie mieć zajęcie i być potrzebny. Szokuje mnie, gdy dowiaduję się np., że komisja sejmowa, która miała się zająć tą ustawą, niedawno się nie zebrała, bo nikt na nią nie przyszedł. Trudno też nie zauważyć, że wokół tego typu działań zawsze pojawiają się doradcy – „satelici”, którzy próbują coś ugrać. I nie chodzi o zapisy w ustawie, ale o konsultacje. Gdy wszyscy chcą siedzieć koło kierowcy, a chętnych jest aż tylu, to mamy poważny problem.

 

2013-09-91-1

Zestaw do wykonania instalacji fotowoltaicznej

 

– Obecny projekt ustawy o OZE jest podobno całkiem niezły. Był konsultowany. Tym bardziej niezrozumiałe są więc te opóźnienia.

– To, że wcześniej ustawa się opóźniała, nie wyszło nam tylko na złe. Pierwsze jej założenia były bowiem tak kosmiczne, że spowodowałyby ogromny napływ do Polski kapitału spekulacyjnego. Taki kapitał idzie w Europie za dogodnymi dla siebie rozwiązaniami ustawowymi w zakresie fotowoltaiki, a pieniądze są lokowane tylko po to, aby za kilka lat odebrać je z dużym zyskiem. Przy okazji naszej ustawy o OZE chyba po raz pierwszy zobaczyłem, że Polak nie jest mądry dopiero po szkodzie, ale przed. Przeanalizowano błędy, które popełnili Czesi, Słowacy i inni i naniesiono poprawki. Przede wszystkim w wysokości kwoty, za którą będzie odkupowana energia. Na szczęście nie będzie to już 1300 czy 1100 zł za MWh, ale prawdopodobnie 900 do 1000 zł przy kwocie 660 zł, za którą energię się kupuje. – Liczę się z tym, że za to stwierdzenie potępi mnie wiele osób przekonanych, że przy takich stawkach fotowoltaika nie będzie się opłacać. Moja odpowiedź jest krótka: jeżeli wszędzie w Europie zrezygnowano z dużych różnic między ceną sprzedaży i kupna energii, to i w naszym kraju będzie to trafne. Makroekonomia jest nieubłagana: pieniądze skądś trzeba wziąć. Przyznaję, że w tym przypadku stoi ona w sprzeczności z mikroekonomią na poziomie inwestora indywidualnego, ale przy spokojnej analizie nie wygląda to tak źle. W projekcie stworzono również pojęcie prosumenta. Będzie nią osoba czy instytucja, która produkuje energię elektryczną i zużywa ją na własne potrzeby, zmniejszając jednocześnie zapotrzebowanie na energię sieciową. Nadmiar energii sprzedaje do sieci, ale dochód z tego nie stanowi podstawowego źródła dochodu. Oznacza to, że nie będzie zachęt do budowania instalacji, z których można się utrzymać przez ileś lat. Stworzone zostały natomiast instrumenty, które spowodują, że nadwyżki energii nie będą się marnować w czasie rzeczywistym, bo będą odsprzedawane do sieci. I to jest bardzo mądre, bo przede wszystkim nie zmusza małych firm czy osób indywidualnych do rozbudowy sieci przesyłowych i przyłączy. Produkujemy energię i zużywamy ją na miejscu.*

 

– Osoba produkująca energię elektryczną nie będzie też musiała rejestrować działalności.

– Tak. Ale proszę pamiętać, że mówimy o instalacji prosumenckiej, czyli mikro, do 40 kW. Większe instalacje to już inna sprawa. Nasze państwo powinno tak inwestować, aby pieniądze były jak najlepiej spożytkowane. Jeśli zainwestuje w rozwój instalacji prosumenckich, to przyczyni się do trwałego rozwoju sektora działalności gospodarczej firm, które będą to montować. Promując duże instalacje, nie uzyska się takich efektów. Ich nie wykonają polskie firmy, bo w Polsce nie ma firm odpowiednio do tego przygotowanych i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Brakuje narzędzi, urządzeń, wiedzy. Natomiast za naszą zachodnią czy południową granicą są doświadczone firmy, które tylko czekają na takie zamówienia. Zanim polska firma przygotuje ofertę na dużą instalację zdążą wszystko zaprojektować, zrobić i wyjadą. Czyli nie da się pracy polskim firmom dystrybucyjnym, instalatorom itd.

 

– Projekt ustawy przewiduje jednak limit dopuszczenia do przyłączenia do sieci na poziomie 200 MW/rok. To bardzo mało.

– Instalacje mikro nie podlegają temu limitowi. 2, 3, 4-osobowe firmy, które zainwestują w wykonawstwo, będą więc przez najbliższych parę lat miały pracę. Według danych kolegów z Niemiec powstało tam 370 tys. miejsc pracy w obszarze energii odnawialnej. Oczywiście, że nam daleko do nich, ale proszę wierzyć, że gdyby ustawa o OZE pojawiła się dzisiaj, to połowa z 1,5 tys. ludzi, którzy niedawno stracili pracę w fabryce w Tychach, z dnia na dzień by ją miało. Taka inwestycja to są pieniądze dobrze ulokowane. Zamiast płacić postojowe albo zasiłki dla bezrobotnych można po prostu stworzyć całą nową branżę i dać ludziom pracę. Jestem przekonany, że w grę wchodzi kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy na rynku polskim.

 

– Jednocześnie należałoby uruchomić zmasowane szkolenia wykonawców. Przecież wiedza w zakresie fotowoltaiki nie jest wystarczająca. Może potrzebna jest decyzja ministerstwa w sprawie powołania takiego zawodu?

– Nie jestem przekonany do odgórnego sterowania tego typu mechanizmami. Bo jeśli cokolwiek odgórnie będzie się narzucać, to zapomnij my o wolnym rynku i wolnym wyborze inwestora, kto mu montuje instalację. W przypadku instalacji fotowoltaicznych życie szybko zweryfikuje kompetencje monterów, a twarde wymogi zakładów energetycznych nie pozwolą na montaż złych jakościowo podzespołów. Na wprowadzenie nowego zawodu na listę MEN i przygotowanie nauczycieli nie ma już czasu. Zanim połączy się decyzyjność w obrębie ustawy z decyzyjnością ministerstwa szkolnictwa minie 3-4 lata. Tymczasem trzeba działać już. Uważam, że przede wszystkim trzeba zacząć edukację społeczeństwa oraz przekonywać ludzi, żeby inwestowali w fotowoltaikę gdy pojawi się możliwość. Z tego, co słyszałem, Narodowy Fundusz porozumiał się już z jedną ze stacji i niebawem powstaną odpowiednie programy edukacyjne. To jest właśnie to, co teraz przede wszystkim nasze państwo powinno robić, aby dobrze zainwestować.

 

(...)

 

* Od czasu wywiadu wiele się wydarzyło w zakresie OZE i tzw. Mały Trójpak po uchwaleniu w Senacie trafił do Sejmu. Zapisy w nim tylko lekko złagodziły podejście do potencjalnego inwestora. Oby właściwa ustawa szybko skorygowała wszelkie niedociągnięcia.

 

Rozmawiała: Joanna Jankowska

 

Pełna wersja artykułu w Elektroinstalatorze 09/2013

 

Wyszukiwarka

like Newsletter!

like Nowości!

quote Na skróty

like Najczęściej czytane!

like Polecamy!

Znajdź nas na facebooku!

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem